365 straconych chwil

Nie jest tak źle, jak sądziłam. Po opiniach znanych krytyków, ale także zwykłych ludzi, byłam przerażona, że wycieczka na 365 dni będzie kompletną katastrofą. Tymczasem sam początek filmu miał potencjał, ale zaledwie kilka minut później akcja spłyciła się do brzegów malutkiej kałuży. Tekturową fabułę można skrócić do kilku słów: sex, luksus, dramat, czyli wypisz wymaluj cechy charakterystyczne, dla uwielbianych od lat przez kobiety, harlekinów.

 

 

Jeśli chcesz oszczędzić czas i pieniądze, prezentuje skrót fabuły (jeśli masz zamiar obejrzeć film, przejdź dalej!)

Laura przebywa na Sycylii, ma urodziny a jej facet, z którym przyjechała, postanowił bez jakiejkolwiek informacji zwiedzić Etnę, choć było jej to marzeniem. Laura smutna i samotna spaceruje wieczorem uliczkami miasteczka. Zostaje porwana, próbuje dzięki Bogu uciec (inaczej naprawdę zwątpiłabym w idee tego filmu). Bardzo szybko informuje swoich bliskich o znalezieniu pracy na Sycylii i zostaje ot tak w rękach oprawcy-gangstera. Jej przeciwstawianie się całej sytuacji można bardziej nazwać filtrem niż rzeczywistą próbą ucieczki. Zaledwie dzień lub dwa po porwaniu wybiera się z Massimo i jego ochroniarzami na zakupy wydając majątek. Wozi się luksusowymi autami. Akcją zwrotną – taka chyba miała w zamyśle być – jest jej taniec na rurze w klubie. Zdenerwowany Massimo strzela w mafiozo z innej rodziny, gdyż ten dobiera się do Laury. Ta budzi się na jachcie (zapomniałam dodać, że mdleje niemalże na każdym kroku, ma rzekome problemy z sercem). Po tej jakże „niebezpiecznej” i „mrożącej krew w żyłach” sytuacji oglądamy kilku lub kilkunasto minutową scenę sex’u – różne pozycje, różne miejsca. I na tym w sumie koniec. Laura oczywiście jest zakochana do szaleństwa, w Polsce czeka na nią nowiuteńki apartament w Warszawie, o wszystkim opowiada swojej przyjaciółce Oldze (jej gra aktorska ratuje ten film), dostaje pracę z jednej najlepszych korpo w Warszawie. Wraca na Sycylię, po „2 miesiącach” bycia w „związku” decyduje się na ślub z Massimo. Zaprasza Olgę, reszty rodziny nie można, bo jak przedstawić rodzicom męża gangstera? Dodatkowo okazuje się, że jest w ciąży. Akcja kończy się, gdy samochód z nią i jej przyjaciółką wjeżdża do tunelu, a pracownik Massima dostaje informacje, że Laurę chcą zabić. Jakże rzewne zły Massimo kończą pierwszą z trzech części tej historii…

Zastanawiającym w całym filmie jest łudzące podobieństwo głównej bohaterki – Anna Maria Sieklucka – do samej autorki „książki” Blanki Lipińskiej. Do myślenia daje również fakt przefarbowania włosów z czarnych na blond, co sprawia, że Panie wyglądają niemal identycznie. Na myśli od razu przychodzi, że autorka zaprezentowane w „książce” i w filmie fantazje, chciała jak najmocniej urzeczywistnić.

 

 

Warto zwrócić uwagę na jakieś plusy tego „filmu”… Obsada aktorska nie wykorzystuje swojego potencjału, pojawiająca się zaledwie na dwie minuty Grażyna Szapołowska – królowa polskiej sceny kinematograficznej – wygłasza jedno lub dwa, nic nieznaczące zdania. Film ten z pewnością ratuje Magdalena Lamparska, wszystkie sceny, w których bierze udział nareszcie, zaczynają przypominać film. Przyćmiewa swoją charyzmą i talentem aktorskim naszą główną bohaterkę. Dzięki Ci Panie za Lamparską inaczej byłoby naprawdę źle. Główny obiekt westchnień – Massimo – to także koło ratunkowe tego filmu. Ma grać brutalnego skurwiela, rolę te odgrywa w 100% dobrze. Aż trudno uwierzyć, że człowiek ma żonę i dzieci… Ale na tym polega magia dobrego aktorstwa. Plusem tego czegoś są także ładne widoki i przemycany humor. W kilku momentach szczególnie związanych z naszą „polskością” widownia wybuchała śmiechem. Zaś cała reszta to pocięta na kawałki historia, którą ktoś bardzo spłycił. Kobieta porwana przez z pozoru na początku psychola dostaje od niego masę markowych ciuchów, wozi się najlepszymi furami, dostaję prywatnego ochroniarza, wymarzony brutalny sex i po dwóch miesiącach (trudno w to uwierzyć, film przedstawia zaledwie kilka dni) jest zakochana na wieki wieków i decyduje się na ślub. Tu chyba komentarz jest zbędny.

Jeżeli chodzi o nagość, to powiem brutalnie – niektóre filmy pornograficzne mają lepszą fabułę i lepsze widoki. Miało być tak och i ach, a poza długą sceną sex’u na każdej części jachtu, nie ma niczego zachwycającego. Zresztą nawet ten z pozoru super, extra pikantny moment prezentuje zaledwie trzy czy cztery pozycje z Kamasutry. Dodatkowo – co już chyba nie powinno szokować – nie widzimy poszczególnych części ciała. Kobiece piersi i męskie pośladki to jedyne co ujrzymy na ekranie. Dlatego napalonych na erotyk zaprezentowany przez Lipińską obraz raczej nie zaszokuje.

Ludziom prostym ta historia zapewne będzie się podobać, przenosi bowiem do świata czystej fantazji, co zresztą podkreśla sama autorka.  Zastanawiam się jednak mocno nad rolą pani reżyser – Barbary Białowąs autorki hitu Big Love. Zdaje się, że nie miała za wiele do powiedzenia przy pracy nad tym filmem.  Beznadziejne zakończenie zwiastuje niestety, że to nie koniec przygód Massimo i naszej polskiej, tekturowej Laury. Jeśli to miała być polska odpowiedź na Greya – to błagam, Christian wróć! I komisjo przyznaj Greyowi nagrodę, bo w porównaniu do 365 dni – zdecydowanie na nią zasługuje.

 

 

 

0 0 vote
Article Rating
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments