Jak trafiłam na okładkę

Sobotni poranek, za oknem mgliście i jesiennie. O godzinie 8:25 do mojego spokojnego i pogrążonego słodkim snem pokoju, wparowuje mama, krzycząc, że czas wstawać. No może nie był to krzyk, ale każdy ton wyższy od szeptu, dla człowieka pogrążonego snem jest raczej nieznośnym i upodobnionym do krzyku dźwiękiem. Niechętnie i powolnie wstaje z łóżka. Po wszystkich porannych czynnościach doznaje olśnienia, że to dziś. Dziś jest ten dzień! Pobudzona, szybko ubieram się i szykuje do wyjścia. Nieco śpiesznym krokiem kieruje się do najbliższego kiosku. W głowie analizuje sobie sytuację, w której, zanim zakupię kilka sztuk gazety, najpierw ją przejrzę i upewnię się, że wywiad ze mną rzeczywiście tam jest. Wchodzę do kiosku, pośród wielu znanych i mniej znanych gazet szukam tej jedynej. Nagle moim oczom ukazuje się tytuł Dziennik Elbląski a tuż pod napisem zdjęcie przedstawiające nikogo innego jak mnie. Doznaję wielkiego szoku. Kiosk jest mały, na szczęście nie ma w nim nikogo oprócz mnie i ekspedientki. Otumaniona pytam, czy prócz dwóch widocznych egzemplarzy jest więcej. Pani odpowiada, że niestety nie, bo już się wyprzedały. Więc zabieram dwa i podchodzę do lady, by zapłacić. Pani ekspedientka bierze ode mnie gazety i doznaje podobnego szoku, zerka na okładkę i nieśmiało na mnie, po chwili niezręcznej ciszy i życiowego „laga” dyktuje mi cenę, płace, wychodzę i wręcz biegnę do domu, próbując po drodze nagrać instastory. Wchodzę do mieszkania, skacząc i krzycząc z radości. Rodzice przez ułamek sekundy myślą, że zwariowałam, potem jednak dostrzegają, co trzymam w ręku i cieszą się razem ze mną. Oczywiście nie aż tak spektakularnie.

           

Po opadnięciu wszystkich emocji, jak co sobota udałam się na zakupy, choć podświadomie wiedziałam, że ten dzień upłynie mi pod znakiem niespodziewanej okładki. Łącznie odwiedziłam około sześciu kiosków, w dwóch z nich niestety egzemplarzy DE już nie było. Sama zakupiłam kilka sztuk, po tym, jak tłumnie otrzymywałam wiadomości pod tytułem „poproszę egzemplarz”. Przyznam się szczerze i bez bicia, że czuje się mocno zaskoczona. Jednakowo ani ja, ani sama autorka owego tekstu nie spodziewałyśmy się, że wywiad z Zadymiarą z Elbląga trafi na okładkę sobotnio-niedzielnego wydania Dziennika. Po dość trudnym czasie, jaki przeszłam i który w jakimś minimalnym stopniu cały czas mnie dotyka, to remedium na moje bóle. Mówiąc metaforycznie – miód na serce.

Odebrałam od Was multum gratulacji, za które pragnę podziękować. Nie wiem, czy na nie zasłużyłam, tak samo nie wiem, czy zasłużyłam na to, by trafić na okładkę. Nie mniej jednak cieszyłam się i jeszcze trochę cieszę jak dziecko, że życie pierwszy raz od dłuższego czasu, zaskoczyło mnie tak bardzo pozytywnie. Każdemu z Was życzę, by kiedyś poczuł tak dużą radość i satysfakcje.

Nie byłoby tego bloga, mojego niezbyt mądrego pisania, ani samej mnie w takiej formie, jaką mnie znacie – bez Was. Dziękuję, że jesteście.

Dodaj komentarz

avatar