Krótka historia samorządności

W końcu dojrzałam do tego, by podzielić się z Wami tym, co działo się w szalonym, pełnym wyzwań roku akademickim. Jak pewnie pamiętacie odkładałam wiele rzeczy na bok – w tym prowadzenie bloga – czasu było niewiele, a wpisy pojawiały się wyłącznie z przymusu (blog był jednym z zaliczeń dziennikarskiego przedmiotu). Potrzebowałam prawie miesiąca na pozbieranie myśli, uszeregowanie ich, hierarchizację zapominanych wartości. W końcu postanowiłam przelać myśli na papier.

Rok akademicki rozpoczęłam nazbyt dobrze, przez przypadek zostało powierzone mi wystąpienie na inauguracji roku akademickiego w imieniu Rady Studentów. Jak mam to w zwyczaju solidnie przygotowałam się do zadania i zaskoczyłam większość naszej kadry oraz zaproszonych gości. Potem po wielu niuansach zostałam Przewodniczącą Rady Studentów Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Elblągu. Cieszyłam się jak małe dziecko, bo przecież uwielbiam taką pracę. Przez cały czas starałam się integrować studentów, odpowiadać na ich potrzeby i jednocześnie wyciągać z tego korzyści nie tylko dla samej uczelni, ale także organów poza nią. Wspólnie z moją wspaniałą 16 (regulaminowo Rada Studentów liczy 16 członków) stworzyliśmy wiele dobrych inicjatyw. Pomagaliśmy słabszym – zbierając pieniądze na rzecz Elbląskiego Hospicjum im. dr Aleksandry Gabrysiak czy organizując Loterię Dobroci w ramach akcji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Integrowaliśmy studentów wszystkich instytutów, urządzając w zaprzyjaźnionym klubie YOLO imprezy tj. Otrzęsiny czy Tłuste After Party. W końcu udało nam się zorganizować juwenaliową imprezę studencką, u nas nazywaną Turbinaliami. Nie było to łatwym zadaniem. Musieliśmy bowiem udowodnić, że w Elblągu też się da. Po wielu rozmowach, konferencjach, poszukiwaniach – pozyskaliśmy kilku sponsorów, partnerów, ogromną pomoc od Prezydenta Miasta i Rektora naszej Uczelni. I udało się, mimo braku wiary w nasze siły udowodniliśmy, że potrafimy wspólnie działać.

 

Trochę podróżowałam 

 

Nie każda uczelnia w Polsce daje możliwość wyjeżdżania na tzw. Delegacje studenckie. W tym roku miałam okazję aż trzy razy reprezentować naszą PWSZ-zetkę na takich służbowych wyjazdach. Uczestniczyłam w listopadzie na Konwencie Przewodniczących Samorządów Studenckich oraz zjeździe delegatów Parlamentów Studentów RP w Warszawie. Następnie we Włocławku reprezentowałam Uczelnię w Forum PWSZ (teraz już FUZ). Na sam koniec moja wisienka na torcie, a więc wyjazd w upragnione góry –XXV Krajowa Konferencja Parlamentu Studentów RP. I choć nie zawsze było kolorowo, często wracałam bardzo zmęczona i potrzebowałam kilku dni, by dojść do siebie, to teraz zostały same piękne wspomnienia, do których na pewno będę jeszcze nie raz powracać.

 

 

W końcu się obroniłam! 

 

Porzucając już kwestie wszelkich samorządowych przygód, warto wspomnieć o samej edukacji czy 5-miesięcznych praktykach. Zacznijmy od tego, że łatwo nie było. Ostatni rok studiowania to ciężki kawałek chleba. Do końca życia będę wspominać zaliczenie z gramatyki historycznej czy literatury współczesnej, o której wspominałam –te sławetne 92 lektury i 500 wierszy –zdałam za pierwszym podejściem na 5, choć nadal trudno mi to w uwierzyć. Kolejne miesiące spędziłam w murach redakcji Razem z Tobą (tu znajdziecie kilka moich artykułów -> http://razemztoba.pl/author/weronika-wojcik/), następnie w Kinie Światowid oraz Radiu Eska. Był to dobry czas, choć nie zawsze było łatwo połączyć dużą ilość obowiązków – studiowanie, organizowanie imprezy masowej i pisanie pracy licencjackiej. Nie mniej jednak było to ogromne doświadczenie. Spotkałam wielu sympatycznych i oddanych dziennikarskiej pracy ludzi. W czerwcu zwieńczyłam okres praktyk egzaminem, także zaliczonym na 5… wiem nuda 😀

 

 

W końcu nadszedł czas obrony. Czekałam na ten dzień trzy lata. Kwintesencja mojego studiowania, zdobywanej wiedzy i doświadczeń. Przyznam szczerze, że jakoś całkiem inaczej wyobrażałam sobie ten dzień. Wielokrotnie słyszałam od znajomych, a także czytałam w wielu internetowych wpisach, że obrona pracy dyplomowej to czysta formalność. Zazwyczaj promotorzy udostępniają swoim dyplomantom pytania, a ci bardzo dobrze przygotowani przychodzą zdawać. U nas ten proces wyglądał nieco inaczej – owszem pytania były znane, a dokładniej cała pula pytań z zakresu teorii literatury, co oznaczało wykucie się ich wszystkich na blachę. Pozostawała kwestia pytań od recenzenta i promotora, ale tu liczyłam na ich łaskawość. Pełna obaw i niepokojów związanych z bardzo niską oceną pracy i niepochlebnymi recenzjami, udałam się na obronę, mając świadomość, że nie uda mi się zdać na więcej niż 4. Moje ambitne D załamywało się coraz bardziej z każdym kolejnym krokiem w stronę pokoju tortur. To oczywiście żart –torturować, nie torturowali. Ale muszę przyznać, że ‘obrona’ to nie przypadkowa nazwa, bowiem student rzeczywiście ma za zadanie bronić swoich racji, argumentować reprezentowane stanowisko. Jak umiałam, tak broniłam swoją celebrycką tezę. Po kilkudziesięciu minutach opuściłam mury Uczelni jako absolwentka z 5 na obronie i dyplomie!

 

Wszystko musi się skończyć

 

Z wielkim bólem oddawałam swoje stanowisko Przewodniczącej Rady Studentów. I nie dlatego, że jestem tak egoistyczna i żądna władzy, ale dlatego, że to po prostu koniec wspaniałej przygody. Po tak intensywnym roku, pełnym wyzwań, wrażeń, nerwów bardzo trudno jest powrócić do szarej rzeczywistości. Nagle telefon przestał dzwonić, a doba zrobiła się cholernie długa. Mania sprawdzania skrzynki pocztowej i powiadomień na Facebooku dopiero powoli ze mnie schodzi. Ciężko jest zostawić coś, czemu poświęcało się cały swój czas i całe swoje serce. Mam nadzieję, że ta trudna, całoroczna praca tak wielu zaangażowanych ludzi nie pójdzie na marne.

Trzy lata spędzone w Elblągu na PWSZ-zetce będę wspominać naprawdę bardzo dobrze. Łatwo nie było, nikt nie dawał mi trafy ulgowej, wręcz przeciwnie –mała uczelnia duże wymagania. Ten ostatni rok bardzo aktywnej działalności pozwolił mi zdobyć szereg doświadczeń – szczerze mówiąc, bardziej przydatnych od niektórych przedmiotów na studiach. Bo przecież nikt nie uczy nas jak zorganizować imprezę masową, jak zachować się na ważnym spotkaniu z osobą wyższej rangi, czy jak rozmawiać i pozyskiwać sponsorów. To był naprawdę dobry czas, który będę wspominać z ogromnym sentymentem.

 

Źródło: Przemysław Kusyk, BogatyElblag.pl

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o