Na czym polega wegetarianizm? Wywiad!

Kiedy pięć czy sześć lat temu po raz pierwszy wsiadałam do białej Toyoty, by wyruszyć w stronę Warszawy dzięki stronie Bla Bla Car, nie spodziewałam się, że dziś dane mi będzie przeprowadzić z nią wywiad. Setki kilometrów i godziny rozmów zaowocowały wspaniałą znajomością, którą pieczołowicie pielęgnujemy. Gdy na początku naszej drogi usłyszałam, że jest wegetarianką, byłam bardzo zaciekawiona i ta ciekawość siedzi we mnie do dziś. Już jako dziecko podczas obiadu stroniła od gotowanych ziemniaków, więc magiczne hasło „ziemianki zostaw, zjedz resztę” sprawiało, że chowała pod nie kawałki mięsa. Nigdy za nim nie przepadała, aż w końcu postanowiła całkowicie z niego zrezygnować. Od 16 lat żyje jako wegetarianka. Uśmiechnięta, pełna energii i werwy do życia zainspiruje z pewnością wielu. Zgodziła się, by opowiedzieć mi swoją historię. Zapraszam na smaczną, ekologiczną i w 1000% zdrową rozmowę z Katarzyną Kruszyńską!

 

Weronika Wójcik: Pierwszym pytaniem, które przychodzi do głowy, aby zadać je osobie, która reprezentuje mniejszość nonkonformistów zdaje się pytanie o powód. Więc wybacz Kasiu – nie będę oryginalna – dlaczego postanowiłaś zostać wegetarianką?

Katarzyna Kruszyńska: Pierwsze pytanie zazwyczaj, kiedy ludzie dowiadują się, że jestem wegetarianką, brzmi właśnie tak: czemu? Spokojnie, nie jesteś pierwsza i zapewne nie ostatnia. Odpowiedź jest prosta. Nigdy nie przepadałam za mięsem. Wychowałam się nad morzem, gdzie głównym źródłem białka były ryby. Pamiętam do dzisiaj, jak jadłam „mięsny” obiad, zawsze w pierwszej kolejności warzywa (wiadomo witaminy), ziemniaków dorośli mi nie kazali jeść, więc sprytnie chowałam pod nie mięso. Czasami mi się udało, ale nie zawsze miałam takie szczęście. Jako dziecko nie miałam wielkiego wyboru i musiałam jeść, co według dorosłych jest zdrowe. Jako dorosła zadecydowałam już, że mogę w pełni świadomie wyeliminować produkty mięsne ze swojej diety. Na początku mojej bezmięsnej drogi nie wchodziły w grę żadne poglądy ideologiczne. Po prostu czysta chęć odstawienia tego, czego nie lubię. Obecnie coraz bardziej dociera do mnie, że nie tylko był to słuszny wybór, ale i jak najbardziej konieczny. Oprócz „nie lubię” przeraża mnie traktowanie zwierząt, faszerowanie antybiotykami, hormonami, produkcja na skalę globalną dla osiągnięcia zysku bez odrobiny humanitaryzmu. I tak właśnie od 16 lat jestem wegetarianką (semiwegetarianką), która eliminuje czerwone mięso i drób, ale uwzględnia w swoim jadłospisie ryby.

 

Nie ukrywajmy, że w dzisiejszych czasach wegetarianizm stał się modą, podobnie jak swego czasu dieta bezglutenowa. Czy denerwują Cię pseudo wegetarianie, którzy na każdym medialnym kroku chwalą się swoimi eko, bio zakupami i pudełkowymi dietami od sponsorów, a w domowym zaciszu otwierają lodówkę pełną mięsa?

Jak zaczynałam swoją drogę jako wegetarianka, słyszałam, że to mój wybryk, że chcę się wyróżnić z tłumu, że powieki mi opadną, że wegetarianizm jest chorobą psychiczną, że mi odbiło i wymyślam. Nie było to wtedy modą, lecz dziwactwem. W dzisiejszych czasach, kiedy ludzie są bardziej świadomi i mają dostęp do różnych wiadomości, diet, do bycia lepszym i zdrowszym mówi się, że to moda. Pseudo wegetarianie wbrew pozorom robią dużo dobrego, chwaląc się swoim wego-eko życiem, a mianowicie wpływają na prozdrowotne zachowania ludzi, a to, że po powrocie do domu jedzą mięso to ich wybór (przecież fani, obserwatorzy tego nie widzą). Każdy ma swój rozum i swoje sumienie. Nigdy nie wiadomo, ilu nowych ludzi przez takie działania przejdzie na dobrą stronę mocy warzyw.

 

Czy dieta wegetariańska rzeczywiście jest tak trudna – mam tu na myśli zarówno samo przygotowywanie, wymyślenie potraw, ale także dostępność produktów na sklepowych półkach, czy jest to kwestia naszego nastawienia? 

 Pamiętam swoje początki…trudne, bardzo trudne. Zaczęłam jako studentka z niskim budżetem, małą wiedzą oraz bez wsparcia internetu czy choćby doświadczeń znajomych, czy nawet wspomnianych pseudo eko-wegan. W sklepach nie było dużego wyboru, a jak już była półka dla wegetarian to ceny nie na kieszeń studenta. W domu wszyscy jedli mięso, więc nie miałam specjalnego traktowania. Z tamtych czasów pamiętam kotlety sojowe, suche kawałki czegoś dziwnego, moczone w bulionie i smażone à la kotlet schabowy. A ile w tym było soi? A ile E? Moja świadomość jak powinnam się odżywiać była znikoma, a nawet bym rzekła żadna. Posiłki po prostu nie zawierały mięsa. Nie dbałam o makro-, mikroskładniki, o dostateczny poziom białka, żelaza i innych ważnych witamin do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Wracając do pytania…po pierwsze nie traktuje jedzenia mięsa jako diety, a bardziej zdrowy styl życia. Obecnie przy dostępnie do różnorodnych produktów, internetu w tym mediów społecznościowych, blogów, książek, artykułów, dietetyków bycie wegetarianką jest sprawą prostszą. Coraz więcej podróżujemy, a jak wiadomo, podróże kształcą, poznajemy kultury obcych krajów, a co za tym idzie ich kuchnię, którą później chętnie przenosimy w codzienne realia naszego życia. Powstaje coraz więcej restauracji przyjaznym wegetarianom, weganom, w których również spotkamy miłośników mięsa. Niedawno nawet McDonald w swojej ofercie wprowadził wegetariańskiego hamburgera. Można? Można! Wiadomo, że nie ma nic bez poświęcenia, zainteresowania, potrawy się same nie zrobią, ale efekt finalny będzie cieszyć dusze i ciało. Nie jest to nic skomplikowanego i nie różni się to niczym od przygotowywania popularnych schabowych, mielonych, żeberek. Uwierz mi, że każdą mięsną potrawę można przerobić na wegetariańską. Flaki można zrobić z boczniaków, rosół z warzyw, schabowego upichcić z selera. Wystarczy trochę chęci. Skąd biorę inspiracje? Polecam poniższe blogi, z których sama często korzystam:

https://www.jadlonomia.com

https://ervegan.com/

https://www.olgasmile.com/przepisy/dieta-warzywa-owoce-przepisy-wege

https://praktykulinarni.com/

 

 

Jak wegetarianizm wygląda z medycznego punktu widzenia? Jego przeciwnicy mocno podkreślają, że mięso dostarcza potrzebne organizmowi witaminy, takie jak z grupy B czy podstawowe wartości żelazo, cynk etc. Konsultowałaś swoje zmiany żywieniowe z lekarzem?

 Każdy sposób żywienia powinien być zrównoważony i tak skomponowany, aby zawierał wszystkie niezbędne makro- i mikroskładniki oraz witaminy. Nigdy nie miałam problemów zdrowotnych z powodu niejedzenia mięsa. Nauczyłam się przygotowywać odżywcze posiłki, odpowiednio zastępuje białko mięsa roślinnym, jem również jaja oraz ryby, orzechy, warzywa, owoce, kasze. Ograniczam produkty mleczne (źle toleruje laktozę). Wyniki badań mam w normie, dodatkowo się suplementuje. Żaden lekarz nigdy nie miał przeciwwskazań do wyeliminowania mięsa z mojego jadłospisu. Każdy organizm jest inny, dlatego polecam zawsze skonsultować to z lekarzem, wykonać odpowiednie badania lekarskie oraz umówić się na wizytę do dietetyka. Kiedyś byłam u dietetyka, nomen omen znanej lekarz, która nie raz wypowiadała się w telewizji śniadaniowej. Moim wielkim zdziwieniem było to jak po całym wywiadzie żywieniowym i poinformowaniu pani doktor, że jestem wegetarianką, na kolejnej wizycie przygotowała mi plan żywieniowy. Ku mojemu zdziwieniu wśród składników znajdowało się mięso. Na zadane pytanie przecież jestem wegetarianką? Pani doktor odpowiedziała: A to nie może pani zacząć jeść mięsa? Rozbawiona udzieliłam odpowiedzi: zdecydowanie nie! Moja rada: szukajcie dietetyków przyjaznym wegetarianom 🙂

 

Czy zdarza Ci się, że masz ochotę na mięso?

 Czy miałam ochotę na mięso? …Kiedyś nagle zapragnęłam pasztetu. No to go zrobiłam z soczewicy. Był tak pyszny, że mięsożerni też go pokochali 🙂 Przepis znajdziecie TU! Polecam!

 

Kiedy słyszymy, że ktoś jest „wege” to od razu popadamy w popłoch, głupiejemy, bo co niby można podać na przyjęciu, spotkaniu osobie, która nie je mięsa. Tymczasem wcale nie jest to takie trudne, czy mogłabyś nam zdradzić przepis, który będzie odpowiedni dla wegetarian, ale także zaskakujący i przekonywujący zjadaczy mięsa do ograniczenia, a być może całkowitej zmiany? 

Na początku, gdy rodzina, znajomi dowiedzieli się o mojej „fanaberii” niejedzenia mięsa, w głowie mieli jedno pytanie: Co ty w ogóle będziesz jadła? Wiadomo Wigilia, stała się moim ulubionym (i może nie tylko moim) dniem, gdzie nikt nie zadawał mi takich pytań. Na wszystkich pozostałych rodzinnych przyjęciach, zjazdach, wizytach byłam ulubienicą wszystkich wujków, którzy oprócz swojej sztuki mięsa dostawali mój zestaw:) Minęło parę lat, gdzie wszyscy już doskonale wiedzieli, że ta fanaberia trwa i trwać będzie i od kilku lat zawsze specjalnie dla mnie jest coś bez mięsa. Za to bardzo szanuję moich najbliższych, przyjaciół i znajomych, że akceptują i dbają o moje „dziwactwo”. Nie mam ulubionego przepisu, staram się jeść różnorodnie, smakować nowe smaki i przyrządzać dania z nowych przepisów. Korzystam z podanych już wcześniej stron, gdzie każdy znajdzie coś odpowiedniego dla siebie albo odpowiedniego do zaskoczenia mięsożerców. Wiem, jak u mnie to działa. Zrobię coś pysznego i nawet najbardziej zagorzały mięsożerca przyznaje, że to nawet dobre, po czym dodaje: ale ja bez mięsa nie mogłabym/nie mógłbym żyć…na szczęście każdy ma prawo wyboru.

 

 

Nasza świeżo upieczona Noblistka Olga Tokarczuk – również wegetarianka – powtarza, że kiedyś będziemy się wstydzić z powodu zabijania i jedzenia zwierząt. Co myślisz o tych słowach? Zgadasz się z nimi?

Jestem po lekturze Olgi Tokarczuk i nie da się ukryć, że jest wegetarianką. W książce „Prowadź swój pług przez kości umarłych” główna bohaterka Janina Duszejko nie spożywa mięsa i jest obrończynią praw zwierząt

Co to za świat? Czyjeś ciało przerobione na buty, na pulpety, na parówki, na dywan przed łóżkiem, wywar z czyichś kości do picia… Buty, kanapy, torba na ramię z czyjegoś brzucha, grzanie się cudzym futrem, zjadanie czyjegoś ciała, krojenie go na kawałki i smażenie w oleju… Czy to możliwe, że naprawdę dzieje się ta makabra, to wielkie zabijanie, okrutne, beznamiętne, mechaniczne, bez żadnych wyrzutów sumienia, bez najmniejszej refleksji […]

Coraz więcej ludzi decyduje się na wyeliminowanie mięsa ze swojej diety, produkty skórzane zastępują produktami ekologicznymi (torebki robi się już ze skórek jabłek!), coraz więcej osób walczy w obronie zwierząt, o godne życie i godną śmierć. Naukowcy pracują nad sztucznym mięsem „z in vitro”, aby radykalnie zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych, obniżyć zużycie energii a przy okazji uniknąć zabijania zwierząt do zdobycia pożywienia, WHO nawołuje do zmniejszenia ilości spożywanego mięsa. Każde działanie to jeden krok do przodu, który kto wie, może sprawi, że któreś z naszych młodych pokoleń będzie się wstydził za to, że ich przodkowie jedli mięso.

 

Bardzo dziękuję za miłą, a przede wszystkim rzeczową i mądrą rozmowę!

 

 

0 0 vote
Article Rating
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments