O rany, moja twarz! Czyli jak walczyć z niedoskonałościami przy Hashimoto

Hashimoto i jego skutki uboczne spędzają sen z powiek niejednej chorej, niejednemu choremu. Moje wyniki badań mimo znacznej poprawy w lutym, w maju podskoczyły trzykrotnie. Było to do przewidzenia, gdyż moje samopoczucie było okropne. Szybko przytyłam, nie miałam siły chodzić, mięśnia odmawiały mi posłuszeństwa, moja twarz zrobiła się krągła i pełna niedoskonałości. Stan psychiczny także nie był w najlepszej formie. Postanowiłam jednak nie poddawać się i szukać różnorakich rozwiązań, które wspomogą moją walkę z tych cholerstwem. Od kilku miesięcy testowałam produkty kosmetyczne, ale nie tylko, które chciałabym Wam polecieć. I żeby było jasne – nie są one dedykowane tylko do osób z Hashimoto.

Jednym z największych problemów związanych z chorobą tarczycy jest wypadnie włosów, brwi, rzęs, a także łamliwość paznokci. U mnie na szczęście, nie jest aż tak źle. Mam spory problem z włosami – ale na ten temat chciałabym poświęcić całkiem inny wpis, oraz problem z rzęsami. Na początku myślałam, że to nic takiego, w końcu przecież i zdrowemu człowiekowi zdarza się zbierać swoje rzęsy z twarzy. Zaczęłam się niepokoić, kiedy po każdym przebudzeniu wybierałam z twarzy 3-4 rzęsy, w ciągu dnia, w szczególności, kiedy na przykład ze zmęczenia przecierałam oczy, wynik był podobny. I tak dzień w dzień. Doszłam do wniosku, że nie jest to normalne zjawisko i zaczęłam szukać czegoś, co ten proces po prostu zatrzyma. Nie należę do ludzi, którzy są jakoś świetnie obeznani z kosmetykami, więc pomocy szukałam w najbliższej mi drogerii. Los chciał, że zaraz na wejściu znajdowało się stoisko a na nim w promocyjnej cenie preparat do rzęs Christiana Laurenta Supreme Growth Lash Serum.  Przeczytałam szybko czy jest to produkt, którego szukam i bez chwili dłuższego namysłu, zakupiłam go w cenie bodajże 10 zł. Dziś mija równo 3 miesiące od stosowania i muszę przyznać, że efekt, który chciałam uzyskać – brak wypadania rzęs – uzyskałam bardzo szybko. Dodatkowym atutem produktu, jest wydłużenie i zagęszczenie rzęs. Z ręką na sercu mogę polecić ten produkt, w szczególności osobom, które mają problem z nadmiernym wypadaniem i przerzedzeniem. Zainteresowanych kupnem zapraszam TU!

Kolejną dość uciążliwą sprawą w chorobie Hashimoto są problemy z twarzą. Bardzo sucha skóra i często pojawiające się niedoskonałości, były dla mnie nie do ogarnięcia. Zbyt tłuste kremy sprawiły, że mimo nałożonego makijażu, twarz bardzo się świeciła. Dodatkowo natłuszczenie powodowało pojawianie się wytrysków. Kremy skierowane na leczenie owych problemów, znowuż bardzo wysuszały skórę. I tak koło zataczało się non stop. Moim złotym środkiem okazało się stosowanie dwóch widocznych na zdjęciu kremów. Pierwszy od firmy La Roche-Posay Effaclar Duo (+) używam od roku, fenomenalnie sprawdza się w usuwaniu niedoskonałości, jednak nieco wysusza twarz. Stąd z pomocą przychodzi firma Ziaja, dzięki której odkryłam krem z mocznikiem do twarzy, będący świetną bazą pod makijaż, ale nie tylko. Połączenie tych dwóch specyfików sprawiło, że moja twarz nareszcie zaczyna wyglądać znajomo. Do porannej pielęgnacji używam Ziai, która przez cały dzień natłuszcza i nawilża moją skórę, a na noc po zmytym makijażu, nakładam niewielką ilość La Roche. Serdecznie polecam, w szczególności osobom z cerą tłustą i niedoskonałościami. Warto dodać, że La Roche, choć w małej tubce, jest bardzo wydajny, podobnie jak wspominany nieco wcześniej serum do rzęs. Zainteresowanych kupnem kremów zapraszam TU i TU 🙂

 

0 0 vote
Article Rating
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments