Świąteczny przegląd filmowy

Grudzień to czas, kiedy notorycznie puszczane w radiu Last Christmas, aż tak nie irytuje. To czas wielkiego czekania, a wręcz odliczania do tego jedynego, najważniejszego dnia. Ale zanim 24 dni miną, jak z bicza strzelił, trzeba je jakoś przeżyć. Może nie tylko sprzątając, gotując, ale także oglądając jakiś niegłupi film. Przygotowałam zatem dla Was dwie mini recenzje ostatnich kinowych hitów…

1800 gramów

Twórcy tego filmu, co trzeba głośno powiedzieć, nie mieli w głównym założeniu stać się wielkim świątecznym hitem urastającym do rangi Kevina. I to szanuję, ponieważ w dużej mierze film nie dotyczy scirte samej historii świąt. Nie jest także typową komedią romantyczną, porusza bowiem wątki o wiele ważniejsze.

Na ekranie w głównej roli zobaczymy dobrą polską aktorkę Magdalenę Różczkę, w roli Ewy dyrektorki placówki preadopcyjnej. Obok niej świetne gros aktorów między innymi Piotr Głowacki, Maciej Zakościelny, Danuta Stenka (aż szkoda, że w tak małej roli), Dorota Kolak czy fenomenalna Aleksandra Popławska. Pojawia się także słynny raper Grubson, tym razem nie jako piosenkarz, a aktor grający Boombox’a. Ale zdecydowanym plusem filmu są wszyscy malutcy i przesłodcy aktorzy, czyli niemowlęta. To właśnie one sprawiają, że każda scena rozczula nas niemalże do łez. Przejdźmy zatem do fabuły. Jak to w komedii romantycznej nie może zabraknąć romansu i takowy oczywiście jest, ale jak już wspomniałam wcześniej, nie odgrywa on pierwszorzędnej roli. Głównym wątkiem jest funkcjonowanie ośrodka preadopcyjnego, a dokładniej jego zamknięcie znienacka. Ten aspekt otwiera drzwi do wielu pobocznych, ale jakże ważnych wątków, między innymi rodzin, które decydują się na oddanie dziecka lub jego adopcję. Nie chciałabym zdradzać szczegółów, tak by widz mógł nacieszyć się wieloma smaczkami. To wątki zdecydowanie dające do myślenia, zagrane profesjonalne i ukazujące smutną, ale prawdziwą rzeczywistość.

Film jest przyjemny w odbiorze, nie męczy i nie nudzi. Czy będzie świątecznym hitem? Myślę, że trochę mu do tego brakuje. Nie mniej jednak warto go zobaczyć, ja się nie rozczarowałam.

Krytycy zarzucają filmowi infantylność i kiczowatość, z czym w zupełności się nie zgodzę. Jest to komedia połączona z pewnego rodzaju mądrym przesłaniem, który ma uświadomić ludzi o istocie problemu, jakim są interwencyjne ośrodki preadopcyjne. Tę misję moim zdaniem realizuje w 100%. Nie jest to film wybitny sięgający rangi arcydzieła. Jest miły, ciepły, świąteczny. W sam raz na długie zimowe wieczory. Z pewnością polecam!

Last Christmas

Nie miałam planów ani nazbyt dużych ambicji, by wybrać się do kina na ten film. Zwiastun widziany gdzieś w biegu zapowiadał historię piosenki George Michela wplecioną w komedię romantyczną. Film wbrew logice zwiastuna mówi kompletnie o czymś innym.

Na początku wydaje się być klasyczną komedią romantyczną, przeplecioną konfliktami w rodzinie, pogubieniem wewnętrznym etc. Klasyczne świąteczno-romantyczne kino. Tu jednak autorzy pokusili się o wątek, który wyjaśnia się dopiero w ostatnich minutach filmu. I chwała im za ten wątek, inaczej film nie miał, by w ogóle racji bytu. Żywe kolory i ładna, choć bardzo uboga scenografia, jest plusem. Na ukłon zasługuje także dobór aktorów. W filmie pojawią się Henry Golding i Michelle Yeoh – znani ze świetnego filmu Bajecznie Bogaci Azjaci. Obok nich znajdziemy także Emme Thompson czy Lydię Leonard. Główna rola należy oczywiście do Emili Clarke. I choć bardzo za nią przepadam, to czuję się zawiedziona. Gra bowiem podobną rolę jak w filmie Zanim się pojawiłeś, co stwierdzam z dużą przykrością, bo taką Emilię już po prostu znamy.  Nie przeczy to jednak, że w roli Kate odnajduje się fenomenalnie. Jej uśmiech, a także bijące ciepło zdecydowanie sprawdzają się w tego typu filmach.

Mnie film nie powalił. W niektórych momentach męczył i nudził przez brak większej czy wielowątkowej akcji. Pocieszającym i bardzo dobrym jest fakt wykorzystania w kinie nowych, świeżych twarz. Film ma swoje smaczki, ma dozę refleksji i humoru, ale jak dla mnie jest to po prostu średnie. W swoim subiektywnym odczuciu jest to film do obejrzenia w niedzielę na kanapie, a nie do pójścia po wielkie emocje, do wielkiej sali, z wielkim ekranem.

0 0 vote
Article Rating
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments